Swe stany emocjonalne uzewnętrzniają głośno manifestując radość z pochwały, zacierają ręce, klaszczą z zadowolenia. Dziecko z Zespołem downa powinno być tak jak każde inne kochane, uznawane, akceptowane, mieć zapewnione bezpieczeństwo i kontakt z najbliższymi. Można wyróżnić dwa typy dzieci z Zespołem Downa: 1. Dzieci
7.Dzieci z zespołem Downa w okresie noworodkowo-niemowlęcym Robert Śmigiel Na początek Zespół Downa (ZD) po raz pierwszy został opisany w 1866 roku przez Johna Langdona Downa w Stanach Zjednoczonych, natomiast jego przyczynę wyjaśnili w 1959 roku profesor Jerome Lejeune i jego doktorantka Marta Gutier we Francji.
Trzy historie matek dzieci z zespołem Downa. "Jestem świadoma tego, że zawsze będą ciernie i pewien rodzaj lęku o jej bezpieczeństwo i przyszłość". Trzy mamy dzieci z zespołem Downa odpowiadają na pytanie, jaka jest najważniejsza lekcja, jaką otrzymały od swojego dziecka. To opowieść nie tylko na Dzień Matki. Wychowanie dzieci
Mamy do czynienia z różnymi generacjami, z różnymi metodologiami badawczymi i różnym stosunkiem do osoby z ZD. Z tej perspektywy wszystko musi być umowne. 5.Gdy popatrzymy na kraje i miasta, w których dzieci z ZD są otoczone dobrą opieką edukacyjną, one na poziomie wieku 7-12 lat osiągają lepsze wyniki od dzieci, które
Proces adaptacji rodziców do roli rodzicielskiej dziecka z zespołem Downa 73 tuacjach społecznych związanych z funkcjonowaniem rodziny7. Według Marii Ziemskiej rola rodzicielska to nabyta struktura po-znawczo-dążeniowo-afektywna ukierunkowująca zachowanie rodzi-ców wobec dziecka8. Role rodzicielskie posiadają pewne zachowa-
Terapia dla dzieci. Nasza terapia skierowana jest przede wszystkim do dzieci. Zajęcia są idealną formą wsparcia rehabilitacji między innymi dla dzieci z zespołem Downa, autyzmem, porażeniem mózgowym, ADHD, niepełnosprawnych fizycznie oraz z niedowładem mowy i wzroku. Na terapie prywatne dojeżdżamy bezpośrednio do pacjentów.
Odszukałam w Internecie informacje na temat towarzystwa działającego na rzecz dzieci z Zespołem Downa i ich rodzin (Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Zespołem Downa "Szansa"). Systematycznie studiowałam spostrzeżenia, porady i wskazówki proponowane przez twórców czasopisma "Bardziej kochani",
Dziecko z Zespołem Downa posiada charakterystyczne cechy wyglądu: spłaszczoną nasadę nosa i potylicę, oczy o kształcie przypominający migdały, fałd nad powieką, powiększony język, małe małżowiny uszne, krótsze kończyny. Niestety, dzieciom z ZD często towarzyszą choroby i problemy zdrowotne, obejmujące wady serca, słuchu i
Jak diagnoza po urodzeniu. Diagnozę po urodzeniu można postawić po zapoznaniu się z cechami dziecka, które mogą obejmować: Kolejna kreska na powiece oczu, która pozostawia je bardziej zamknięte i ściągnięte na boki i do góry; Tylko 1 linia na dłoni, chociaż inne dzieci, które nie mają zespołu Downa, również mogą mieć te
Zespół Downa Znaczenie podstawowe. Jeśli w swoim śnie widzisz osobę z zespołem Downa wieszczy Ci to szczęście i przyjemne zrządzenie losu. Symbol ten wskazuje na potrzebę czerpania radości z życia i nieprzejmowaniem się 0 5.0 0 0. czytaj więcej ».
Ew3gqml. Chcesz zabić, zabij. Chcesz oddać, oddaj. Masz prawo. Nie będę Cię oceniać, ani tym bardziej potępiać, bo sama nie wiem co bym zrobiła gdybym wiedziała zanim się urodził. Zespół Downa został uznany przez nasze społeczeństwo za upośledzenie, chorobę. Dzisiaj, w Światowy Dzień Zespołu Downa chcę Ci powiedzieć na czym to upośledzenia polega, żebyś mogła podjąć świadomą decyzję. Boimy się tego, czego nie znamy Zespół Downa znamy z tego co widzimy czasem w tramwaju, na basenie, na ulicy. Widzimy najtrudniejsze i najbardziej widoczne przypadki, reszta żyje sobie wśród nas niezauważona. Czy wiesz, że spotykam zespół Downa za każdym razem, gdy jestem na wakacjach, w zoo, we wszystkich parkach. A Ty jak często go widzisz? Ja zauważam, bo sama jestem mamą 8-letniego zespołu Downa. Mam dodatkowy zmysł, który rozpoznaje zespół Downa nawet jeśli stoi za mną i go nie widzę. Gdy Krystian się urodził dostałam kilka numerów telefonu do rodziców takich dzieci, by odpowiedzieli mi na pytanie, co ja do diabła urodziłam. Pamiętam jak wykręcałam numer, jak serce mi waliło, jak parę razy się rozłączałam żeby wciągnąć powietrze, jak dzwoniąc miałam nadzieję, że nikt nie odbierze. W końcu odebrała, a ja powiedziałam: “Dzień dobry, urodziłam dziecko z zespołem Downa…” To były najtrudniejsze słowa w moim życiu. Nie skończyłam mówić, gdy z drugiej strony usłyszałam: “Gratuluję! To najlepsza rzecz jaka Panią spotkała! Zobaczy Pani! Mój syn ma 10 lat i umie już sobie zrobić kanapkę! Już jest na tyle samodzielny, że chyba pomyślę o tym żeby wrócić do pracy.” Świat mi zawirował, bo mój starszy, 6-letni syn robił sobie sam kanapki od 2 lat, a ja chciałam wrócić do pracy w poniedziałek. Ta idiotka odarła mnie nawet z prawa do żałoby, do rozpaczy, do żałowania samej siebie i mojej rodziny. Nigdy więcej do niej nie zadzwoniłam. Nie powiem, że to najlepsza rzecz, która mi się przydarzyła. To jedno z dwóch najtrudniejszych doświadczeń mojego życia. Ale dzisiaj, z perspektywy ośmiu lat, nie zmieniłabym tego co się stało. Dlaczego? Hmm. Takie stwierdzenia kiedyś wzbudzały we mnie złość. Myślałam, że biedni rodzice, którzy nie są w stanie pomóc swoim dzieciom i sobie, w końcu przekonują sami siebie, że tak jest lepiej, że są szczęśliwi. Zakładają maskę “I’m so fucking happy”, afiszują się z tym ohydnym błogim uśmiechem na twarzy, a po nocach, w samotności wyją do księżyca. “Dlaczego, o Panie, dlaczego karzesz mnie każąc mi podejmować te decyzje? Niby jakim prawem i z jakiego powodu ufasz mi tak bezgranicznie, że oddałeś w moje ręce dziecko tak kruche, tak bezbronne, tak potrzebujące podejmowania życiowych decyzji na każdym kroku od dnia jego narodzin po zawsze. Dlaczego nie dołączyłeś instrukcji obsługi, albo chociaż “opisu produktu”. Kim ja jestem żeby decydować o metodzie rehabilitacji, czy podawać suplementy i jakie, leczyć i czym, wozić na terapie i jakie, ile razy w tygodniu pomoże, a nie doprowadzi do obłędu, ile 3-letni chłopczyk może znieść? Kim lub czym on właściwie jest? Czy jest istotą ludzką, tyle że popsutą i ja muszę wszelkimi znanymi (i jeszcze nie znanymi) mi sposobami próbować go naprawić, czy też jest istotą inną, czasem wydaje mi się, że wyższą i mądrzejszą ode mnie. Aniołem? Czy w takim przypadku mam prawo go na siłę asymilować? Nasza rasa ludzka jest tak arogancka i zadufana w swojej ludzkości. Kochamy psy, bo wykonują nasze polecenia. Jesteśmy gotowi wydać fortunę na papugę, bo ta będzie naśladowała naszą mowę. Idioci. Ludzie to idioci. Pierwsze słowa, których nauczył się Krystian (poza NIE) to mama, tata, Aleks i kocham. Ta niezwykła istota jest miłością w nieskazitelnie czystej, zupełnie nieludzko bezinteresownej postaci. Czy mam prawo go przerabiać na człowieka w naszym tego słowa rozumieniu. Czy umiem nauczyć go ostrożności, dystansu i asertywności nie ucząc zawiści, nienawiści, przebiegłości, chciwości i jeszcze kilku innych cech, którymi nasz wspaniały gatunek może się poszczycić…” – mój pamiętnik, 15 maja 2011 Jakie są dzieci z zespołem Downa? Jeśli mnie już trochę znasz, to wiesz, że mówię o wszystkim. O trudach, rozpaczy i samotności, ale też o miłości, akceptacji i radości. No więc co to jest ten zespół Downa? Jaki jest mój syn Krystian? Jest uparty i zawzięty. Jeśli byłby zwykłym dzieckiem, nazywałoby się to “pewnością siebie” i “zdecydowaniem”, “silnym charakterem”. Jego silny charakter zdecydowanie utrudnia życie. Odmawia wykonywania zadań i poleceń, które go nie interesują, które nie mają dla niego sensu. On naprawdę ma to gdzieś, że dla mnie mają sens. Dla niego moje postrzeganie rzeczywistości jest prawdopodobnie równie upośledzone jak dla “normalnego” człowieka, jego. Z jedną małą różnicą: on nie ocenia, nie przykleja etykietek, nie kataloguje i nie dyskryminuje. Nie obchodzi go, czy ktoś jest wysoki czy niski, ładny czy brzydki, bogaty czy biedny, gruby czy chudy, wykształcony wysoko czy nisko, jeździ furgonetką czy SUVem. Obchodzi go to, czy ma czyste serce, jest dobrym człowiekiem, czy jego intencje są prawdziwe, czy też ma jakieś ukryte motywy swojego działania. O tak, on wie. Nie musi pytać. On wie. A jak już wie, to żaden cukierek, prezent, czy naklejka go nie przekupi. Tak samo jak nie przekupi go żadna z tych rzeczy, gdy ma pobieraną krew, czy ktoś grzebie mu w zębach. A jeśli dodatkowo ktoś będzie go przekonywał, że to nie boli, to tym gorzej, bo to boli jak skurczybyk i nikt nie powinien mówić inaczej. Zawsze muszę najpierw ostrzegać pielęgniarki i dentystki, żeby nie wciskały Krystianowi tego kitu, tylko zrobiły co do nich należy, bo to boli i powinno trwać krótko. Ci co nas znają, wiedzą i darują sobie te głupoty. Prezenty są zbędne. Krystian nie lubi prezentów. Kiedyś Aleks przywiózł mu prezent z Kanady, a Krys nie chciał go nawet otworzyć. Było przykro. Ale jak się ma wystarczająco dużo do szczęścia, to po co mieć więcej? Jeśli chcemy mu coś dać, to z pewnością nie zapakowane, tylko tak po prostu zostawiamy gdzieś “rzucone”. Jak sam weźmie i zechce założyć, albo się tym bawić to fajnie, ale jeśli mu nie pasuje, to żadne konwenanse go nie obowiązują. Nie będzie wyrażał wdzięczności za coś, co go nie interesuje i tyle. Sklepy z zabawkami, to zupełni inna bajka. Tu wiemy, że przychodzi się po coś, co można zabrać do domu. Ada chce wszystko. Krystian biega po sklepie jak nakręcony, ja podtykam Spidermana, nie, auto, nie. On biega, aż znajdzie. A jak już znajdzie, to nie zmienia zdania. Można iść do kasy i do domu. Krystian kocha miłością najczystszą, nieprzekupną, bezwarunkową, autentyczną i jedyną w swoim rodzaju. Bliskich kocha miłością czułą, wręcz romantyczną, Nikt nie całuje tak czule i delikatnie, nikt nie potrafi ująć mojej twarzy w swoje małe rączki, popatrzeć mi w oczy z tak bezgraniczną miłością i wycałować. Jego inteligencja emocjonalna przekracza moją wyuczoną. On zawsze wie co czuję i w jakim jestem nastroju. A jeśli ja nie wiem, albo próbuję się oszukiwać, to wystarczy, że popatrzę na niego, jego nastrój, zachowanie i wtedy już wiem co mi dolega. Jest sprytny. To, że umie obsłużyć niemal każdy sprzęt do odtwarzania bajek, to pikuś. Inna sprawa, to terapie, a szczególnie te, które mu nie pasują. Kiedyś chodził do dwóch logopedek. Do jednej w miarę chętnie, do drugiej…potrafił usnąć w minutę po tym jak się orientował, że do niej jedziemy. Za każdym razem. Przestaliśmy. Byliśmy też na manualnym torowaniu głosek. Tym co nie znają, tłumaczę: terapeuta zmusza dziecko do płaczu ściskając mały palec u ręki. Okrutne. Dziecko wydaje z siebie dźwięk w postaci płaczu, a terapeuta układa jego usta tak, by dźwięk ten przerobić na oczekiwane sylaby. Krys na drugich zajęciach przestał wydawać z siebie jakiekolwiek dźwięki. Wlepiał wzrok w jeden punkt na ścianie i wiotczał. Terapeutka musiałaby chyba rozjechać mu stopę, żeby coś z siebie wydobył. Mądry dzieciak! Brawo synku! Zdecydowanie i konsekwencja, to kolejne cechy jego upośledzenia. Dla niego “tak” znaczy “TAK”, a nie: “nie ale jeszcze nie zdecydowałem, nie wiem ale wiem że ty tego chcesz więc mówię tak. “Nie” to z całą pewnością “NIE”, a nie “tak, tylko musisz mnie przekupić”. “Zarówno “TAK” jak i “NIE” są jego osobistym zdaniem i raczej nie podlegają dyskusji. Tak jak dyskusji nie podlega przeznaczenie niektórych przedmiotów i miejsc. Z dzieckiem z zespołem Downa nie posiedzisz w knajpie ani minuty dłużej niż trwa konsumpcja. I to nie Twoja, tylko jego. Krystian wciska ostatni kęs do buzi, wyciera ją serwetką i wstaje by się ubrać i wyjść. Ostatnio uznaje fakt, że trzeba zapłacić. Siedzenie w jadłodajni po tym jak się zje jest dla niego kompletnie niedorzeczne. To się nazywa prawdziwie logiczne rozumowanie. Nasze przywiązanie do grzania stołka po zjedzeniu jest naprawdę nielogiczne. Po co? Musiałam przeczytać “Potęgę teraźniejszości” Eckharta Tolle’a chyba ze dwa razy, poddać się różnym terapiom, żeby zrozumieć co to znaczy “żyć tu i teraz”. Nie znaczy to, że już umiem. Uczę się. Dla Krystiana to zupełnie naturalne. On pamięta bardzo wiele rzeczy i wydarzeń. Chętnie wspomina nasze wyjazdy nad morze, ale żeby za nimi tęsknił, albo marzył o tym, żeby tam się znowu znaleźć gdy za oknem pada deszcz… Po co? Przecież teraz to teraz, a teraz jest akurat obiad, albo gramy w planszówkę. Jutro? A kogo obchodzi co będzie jutro! Tak, Krystian marzy. Na przykład o pizzy. Rano obudził się i powiedział: “Chcę pizzę”. Odpowiedziałam: dobrze Kochanie. Za chwilę stał ubrany pod drzwiami. Piszę ten tekst w niedzielę o godz. 13:30. On siedzi obok mnie i ogląda Ninjago, ale co chwila mi przypomina: pizza. A ja muszę tłumaczyć, że najpierw mama skończy pisać, potem pizza. I tak było od rana. On rozumie “najpierw” i “potem”. Jeśli chcę żeby umył zęby, wystarczy powiedzieć: najpierw zęby, potem bajka i biegniemy w podskokach do łazienki. Ale jeśli mu powiem, że trzeba myć zęby, bo bakterie, próchnica, albo, nie daj boże jakaś kara jak nie umyje. Ha ha ha! Nie kuma! Czy to źle? No nie wiem. Uczę się. Uczę się od niego prostoty życia, bez oceniania, przewidywania i rozpamiętywania. Uczę się żyć tu i teraz, choć to cholernie trudne, bo nasz gatunek jest dosyć upośledzony w tym temacie. My raczej żyjemy we wczoraj, albo marząc o jutrze. A mój ukochany Mistrz Oogway z bajki Kung Fu Panda powiedział: “Wczoraj to już historia, jutro to niewiadoma, a dzisiaj to dar losu, a dary są po to, żeby się nimi cieszyć”. Więc się cieszę:) Cieszę się, że mam ten wielki dar u mojego boku, który codziennie udziela mi lekcji szczęśliwego życia. Który uczy, że jak się walnę w kolano, trzeba ryczeć, a nie zaciskać zęby i udawać, że nic się nie stało. Jak jest się wściekłym, to najlepiej walnąć pięścią w kanapę i rzucić poduszką, zamiast tłumić złość w sobie i przykrywać fałszywym uśmiechem. Jak kogoś kocham, trzeba powiedzieć “ko”, bo niby dlaczego nie. Uczy, że nigdy nie należy mówić “ko” tym, których się nie kocha, nawet jeśli się powinno. Uczy, że życie jest nieprzewidywalne, więc po co zaprzątać sobie głowę tym co będzie jutro, albo za tydzień, a za 20 lat…to już totalny absurd. Uczy, że zawsze da sobie radę i naprawdę nie mam po co się o niego martwić. Kiedyś ubzdurałam sobie, że wieczorem, po kolacji będziemy chodzić na spacer. Nikt nie chciał. Mogłam prosić i grozić, awanturować się i gderać. Nic. Aż tu któregoś dnia Krystian przynosi do pokoju gdzie wszyscy zalegali przed telewizorem kurtki i czapki. Dla wszystkich. Nie powiedział ani słowa, wszyscy wstali ubrali się i poszliśmy na spacer:) Powiesz, że wszystkie dzieci takie są, więc czym się podniecać. Racja, ale zespół Downa z tego nie wyrasta. Kto jest bardziej upośledzony: on, czy ja? Wczoraj graliśmy w kapsle. Uparcie uczyłam go jak ustawić palce do pstrykania. Niestety Krystian jest upośledzony, więc nie rozumiał. Nie zrozumiał, że kciuk musi być przed wskazującym, a nie za. Zaczął więc kombinować. Czy macie pojęcie ile jest różnych sposobów na pstryknięcie kapsla! Ja nie wiedziałam. Nauczyłam się jako 7-latka i jak ta małpa od 36 lat powtarzam to samo. A on, ten upośledzony, w 5 minut nauczył mnie przynajmniej 2 nowych, równie lub bardziej skutecznych wariantów i kilku mniej trafnych. No więc które z nas jest bardziej ograniczone? Łatwo nie będzie, bo nie jesteśmy gotowi być jak oni, ci z zespołem Downa, więc mamy problem z ich zrozumieniem i akceptacją. My musimy kręcić, kombinować i zazdrościć. Nienawidzimy i długo trzymamy urazę. Jesteśmy przekupni i mało konsekwentni. Nie umiemy kochać, ani cieszyć się teraźniejszością. Cenimy piękny wygląd, smukłe sylwetki i długie palce. Przez pierwszą połowę naszego życia komplikujemy je, a przez drugą staramy uprościć. A tu, między nami żyją sobie takie jednostki, które nie muszą, bo ich życie jest dosyć proste, a my mamy z tym problem. Tak więc chcesz zabić, zabij. Chcesz oddać, oddaj. Chcesz naprawić, naprawiaj. Teraz już wiesz z czym masz do czynienia. Możesz dokonać świadomego wyboru.
W kontekście aborcji eugenicznej pojawia się temat dzieci z zespołem Downa. Pani Monika Hoffman-Piszora nie miała możliwości podjęcia „decyzji”, o jaką teraz tak agresywnie walczą zwolenniczki aborcji. O tym, że Heniu ma dodatkowy chromosom, Monika i Wojtek dowiedzieli się w drugiej dobie po porodzie. Po początkowym strachu, pojawiła się akceptacja i miłość. Jednak to, co zrobili później rodzice Henia, dla wielu osób jest mocno zaskakujące. Jak opowiadał Wojtek w Dzień Dobry TVN, zaadoptowali dziecko – dziewczynkę z zespołem Downa! W tym czasie pojawiło się w nas takie pragnienie, żeby adoptować kolejne dziecko. Wtedy nie myśleliśmy, że będzie to dziecko z zespołem Downa. Nie baliśmy się tego i wtedy pojawiła się Dorcia, która ma teraz półtora roku. Monika z adoptowaną Dorotką – Ponadto Monika i Wojtek mają jeszcze Bogusia i Wandę. Tym samym łącznie wychowują czwórkę dzieci, z czego dwoje ma dodatkowy chromosom. Monika Hoffman-Piszora prowadząca bloga Dzieciaki Cudaki skomentowała gorący obecnie temat aborcji. Blogerka, która sama mogłaby być wizytówką tak zwanego „piekła kobiet” o którym mówią gwiazdy, jest przeciwniczką aborcji: Ja jestem jak najdalej od władzy rządzącej, nie popieram ich decyzji i jest mi wstyd za naszych polityków, ale nie popieram też aborcji. Mama czwórki dzieci zwróciła jednak uwagę na zupełnie inny problem – na kwestię wsparcia dla rodziców: Wszyscy trąbią o wyborze, wszyscy rzucają te same hasła ! A para ( bo nie rozumiem dlaczego omija się w tym wszystkim facetów ) która dowiaduje się o ciężkiej wadzie letalnej dziecka, o tym że dzieciątko umrze zaraz po porodzie albo, że matka bedzie musiala urodzić już martwe dziecko , potrzebuje wsparcia ! >>>Szokująca deklaracja Mai Bohosiewicz. Swojej córce zrobiłaby coś strasznego! rodzina w komplecie – Monika Hoffman-Piszora przedstawiła też inny punkt widzenia. Opowiedziała historie dzieci – właśnie tych ze śmiertelnymi wadami – które jednak się urodziły. Te noworodki na ziemi spędziły zaledwie „chwilę”, ale jednak żyły: …poznałam kobiety, którym dzieci umarły zaraz lub krótko po porodzie na rękach, które mimo tego ze wiedziały ze tak będzie,na terminację się nie zgodziły, poznałam kobietę która adoptowała oddanego noworodka z ciężką wadą letalną mózgu wiedząc że jej synek może umrzeć w każdej chwili, przeżył kilka tygodni mając kochającą mamę, dziedków, ciotki i wujków! Blogerka uważa, że najważniejsze jest wsparcie – i psychologiczne i finansowe – dla rodzin, w którym pojawia się chore dziecko: Nikogo nie oceniam. Wyrazilam swoje zdanie. Skoro trąbimy o tolerancji, wolności słowa to ja to moje słowo zapisałam. Gdzie szanowny rządzie wsparcie dla wszystkich kobiet, które w tak trudnej sytuacji dla całej rodziny będą postawione ??? Takie jest moje zdanie. Nie tedy droga ! Nie przez zakazy i groźby . Przez POMOC i ZROZUMIENIE ! Głos Moniki Hoffman-Piszora jest bardzo cenny. To nie są teoretyczne wywody celebrytek walczących o „wybór”. To jest opinia osoby, która sama ma właśnie takie „chore” dzieci, które mogłyby nie istnieć. Cały wpis pani Moniki tutaj. >>>Tomasz Terlikowski na wieść o zakazie aborcji: „Możecie rzucać na mnie obelg ile chcecie…”
Mama Hernana bardzo przeżywała, że jej nieśmiały synek jest samotny. Sytuację uratowała Himalaya, suczka rasy Labrador. Film, na którym widać, jak rodzi się ich przyjaźń naprawdę wzrusza. 5-letni Hernan Vegas pochodzi Buenos Aires. Urodził się z Zespołem Downa, ale jego największym problemem jest wyjątkowa nieśmiałość. Chłopiec wstydzi się tak bardzo, że nie ma przyjaciół. Wchodzenie w relacje z innymi jest dla niego niezwykle trudne. Pewnego dnia poznał jednak Himalayę - biszkoptowego psa rasy Labrador. Między nimi narodziła się przyjaźń. "Hernan, jest wycofany i unika kontaktu fizycznego" - mówi jego matka, Ana Marta Vegas. "Nie lubi być dotykany, ale Himalaya nalegał cierpliwie, a ona była tak delikatny, że w końcy mu się udało. To wzruszające, dla niego jest gotowy zrobić wszystko". W filmie, który stał się popularny w portalu YouTube, widzimy Himalayę, która uporczywie ale też z delikatnością próbuje zwrócić na siebie uwagę wyraźnie nieśmiałego Hernana. Hernan na początku jest nieufny, ale w końcu znajdują wspólny język. Następuje przełom i w końcu Hernan otwiera się ściskając Himalayę. * * * W ostatnim czasie pojawiło się sporo złych wiadomości o katolikach i Kościele. Media tak mają, że skupiają się na złu i sensacji. Chcemy jednak dawać prawdziwy obraz, pokazać dobro, które płynie z Kościoła. Czy znasz jakieś dobre historie? Znasz fajnego księdza lub robicie coś fajnego przy parafii lub ze wspólnotą? A może przeżyłeś coś takiego, co zmieniło twoje życie? Napisz do nas (kliknij tutaj lub w baner) >> Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.